02 października 2012

Pilarix - do zadań specjalnych



O specyfiku, o którym dzisiaj będzie mowa, pierwszy raz przeczytałam u nissiax83. I jak zawsze, pełna nadziei, że może wreszcie! Że może nadejdzie ten dzień, w którym moja zmora – wrastające włoski po depilacji – odejdzie raz na zawsze i już więcej nie będę musiała o niej pamiętać.

No ale…

Właśnie. Pognałam do apteki po krem Pilarix, wiedząc, ze może być problem z dostępnością.
I był, dlatego go zamówiłam i następnego dnia mogłam już zaczynać testowanie. Pani farmaceutka ze zdziwieniem stwierdziła, że w ogóle nawet nie kojarzy tej nazwy… A ja tam jej się nie dziwię. Gdyby nie to, że czytam blogi, to nie wiedziałabym chyba o niczym :P

  •  Gdzie: Apteki
  •   Za ile: 14,95zł
  •   Ilość: 50ml (są też 100ml)
  •   Firma: LEFROSCH (polski producent)

Skład wraz z opisem producenta i sposobem stosowania wklejam poniżej:



Skoro koi i tonizuje, a także zmiękcza skórę, wydawał się być odpowiedni po depilacji w ramach prewencji „przeciwwrastaniowej”.  Niestety, u mnie w tym obszarze się nie sprawdził…

Od lat borykam się z tym problemem. Właściwie nie byłby to problem, gdyby te włoski nie wrastały tak głęboko. Najwyraźniej mam nieźle powywracane mieszki włosowe po depilatorze.
Podejrzewam, że na płytkie wrastanie krem pomaga – zawsze warto spróbować, jeśli męczy Was ten problem. Pisząc „płytkie” mam na myśli włoski, które dadzą się podważyć paznokciem, to tak dla jasności, bo możemy inaczej rozumieć pojęcia. 

U mnie po każdej depilacji oprócz tych płytko wrośniętych włosków, zawsze pojawia się kilka takich, które siedzą gdzieś głęboko i dają o sobie znać stanem zapalnym. Dopóki się ich nie usunie, to jest tylko gorzej. I właśnie od tego usuwania (chociaż staram się to robić jak najmniej inwazyjnie) zostają mi plamki – małe przebarwienia, czy też blizny, które szpecą łydki. Jestem więc zmuszona ograniczyć stosowanie depilatora tylko do okresu letniego, kiedy to częściej odsłania się nogi.

Krem stosowałam na łydki przez kilka tygodni i o ile te płycej osadzone włoski łatwiej się przebijały, to głębokie uparciuchy pojawiały się nadal. Stan zapalny goił się szybciej, to pewnie za sprawą 2% kwasu BHA i panthenolu. Mam też wrażenie, że stare plamki nieco pojaśniały. Poza tym dzięki mocznikowi, masłu shea i allantoinie skóra była gładsza, nawilżona i miękka.
Właściwie to stosowałam schemat :  

oczyszczenie skóry --> peeling --> tonik z alkoholem --> depilacja --> tonik z alkoholem -->
  po jakimś czasie Pilarix

Konsystencja jest jakby woskowa i dość topornie się rozprowadza, wchłania się jednak dość szybko, chociaż na skórze pozostaje charakterystyczna warstewka, którą najlepiej czuć przy obecności wody, kiedy chcemy ją zmyć pod prysznicem.



Kupiłam 50ml, nie było więc szału z wydajnością, zwłaszcza jeśli mowa o smarowaniu łydek. Krem zapakowany jest w kartonik i tubkę, z wygodnym jak dla mnie, nieodkręcanym zamknięciem.



Znalazłam mu inne zastosowanie, a raczej zastosowałam się do jego przeznaczenia – zaczęłam stosować Pilarix na suche i zrogowaciałe pięty i na łuszczące się łokcie. Efekt rewelacja :- ) 

Wystarczyło raz porządnie usunąć obumarły naskórek moją ulubioną tarką, posmarować stopy kremem i później robić to co 1-2dni żeby utrzymać stopy w ryzach na dłużej. Z łokciami uporałam się po trzech smarowaniach.

Żałuję, że nie odkryłam go wcześniej, bo na pewno zastosowałabym go na ramiona – również od lat miałam okołomieszkowe rogowacenie skóry - taka kaszka na ramionach. Teraz problem jest już praktycznie znikomy, więc smarowałam Pilarixem tylko małe partie skóry, gdzie jeszcze miałam pozostałości i wszystko ładnie zeszło. A tyle lat (bodaj 13 ich było) z tym chodziłam!  Dermatolodzy mówili, że to przejdzie z czasem, tak, właśnie widać z jakim czasem przeszło…

Podsumowując:

ü                     TAK   Na pięty, łokcie, dłonie - ogólnie suche i zrogowaciałe miejsca
ü           TAK   Na płytko wrastające włoski
ü           TAK   Na okołomieszkowe rogowacenie skóry
 NIE    Na głębokie wrastanie włosków po depilacji

Jeśli będę ponownie kupować Pilarix, to tylko ze względu na pierwszy podpunkt i tu mogę go bardzo polecić. Co do pozostałych obszarów nie pozostaje Wam nic innego jak przetestować go na sobie, jeśli oczywiście szukacie czegoś o podobnym działaniu i nie macie alergii na składniki.

 Jakieś pewniaki w kwestii wrastania i pielęgnacji stóp? ;-)


Do przeczytania,
Stref.

01 października 2012

Zwykły-niezwykły zdzierak



Czy któraś z nas nie miała nigdy problemu ze zrogowaciałymi, przesuszonymi piętami? Facetów nie wspominam, bo znam takich, co to nic ze stopami nie robią, a pięty mają gładkie więc w życiu pumeksu na oczy nie widzieli. A pewnie jeśli widzieli, to i tak go nigdy nie użyją, „bo to babskie, zbędne i w ogóle bez sensu” :-P

Osobiście zrezygnowałam niedawno z pumeksu – efekt był niezadowalający, a poza tym miałam opory z używaniem nowego pumeksu po raz drugi.  Mam wrażenie, że ten starty naskórek, mimo mycia i wyparzania pumeksu, wbudowuje się jakby w niego, żyje tam sobie i narasta…

Dlatego zdecydowałam się na metalową tarkę. W sklepie, do którego poszłam była tylko jedna marki InterVion, więc taką wzięłam. I był to strzał w dziesiątkę!



  •        Gdzie: drogerie (u mnie w laboo)
  •              Za ile: 7-8zł
  •        Firma: InterVion

Przyrząd jest mały, z plastikową rączką. Wolałabym żeby ta rączka była jednak ciut szersza – wtedy wygodniej leżałaby w dłoni, ale właściwie to nie narzekam i nie powinnam się o to czepiać:-)

Koniec rączki ma zawieszkę, co też uważam za plus. U góry z jednej strony mamy metalową tarkę, a z drugiej warstwę papieru ściernego. 





Po porządnym wymoczeniu stóp w ciepłej wodzie z dodatkiem soli do kąpieli i paru kropel olejku drzewka herbacianego (lub cynamonowego – rozgrzewa), ścieram delikatnie naskórek. Ogólnie tarka jest delikatna więc nie zrobimy sobie nią krzywdy, bo wiem, ze niektóre osoby takich metalowych zdzieraków się obawiają.

Na początek strona metalowa, na koniec papierowa i już. Później już tylko krem Pilarix (recenzja) i możemy cieszyć się gładkimi, miękkimi piętami na dłużej. Dłużej, tzn. efekt jest trwalszy, a sam zabieg dokładniejszy niż ten wykonywany pumeksem.

Moją tarkę czyszczę szczoteczką do zębów, dezynfekuję spirytusem, a czasem wyparzam.

Nie wrócę do pumeksu, co to, to nie!


Do przeczytania,
Stref.