Pora na kolejną, zapowiedzianą w poprzednim poście, recenzję
balsamu brzozowego od Sylveco.
Jeśli czytałyście mnie parę dni wcześniej, to wiecie, że
lekki krem brzozowy i łagodzący krem pod oczy się u mnie sprawdziły. Balsam
jest trzecim kosmetykiem, na który bardzo liczyłam, ale odczucia mam szczerze
mówiąc mieszane…
Moja skóra jest sucha, czy raczej odwodniona. Woda w moim
regionie jest bylejaka, strasznie twarda, a to także nie pomaga w utrzymaniu
jej w odpowiedniej kondycji. Dołóżmy do tego lenistwo w smarowaniu się
balsamami i efekt suchara murowany!
Tu jednak się zaparłam i obiecałam sobie, że będę
systematyczna w nakładaniu. I byłam na tyle, że zaskoczyło mnie dno. Myślałam
„a, spoko, masz jeszcze czas, zrobisz zdjęcia później”, no i wyszło jak wyszło
– przepraszam, będzie zatem tylko zdjęcie opakowania, bo najzwyczajniej w
świecie zagapiłam się ze zrobieniem fotek.
Moim zdaniem balsam jest po prostu niewydajny. Ale z drugiej
strony jak może być wydajny, skoro jest go tylko 150ml. Mało!
Naprawdę, starczył mi na niewiele zastosowań… I zaznaczam,
że nie dawałam jednorazowo nie wiadomo ile pełnych pompek.
Opakowanie jest air-less
i o ile je lubię w produktach mniejszej pojemności, to tu wydawało mi się
niepraktyczne. Ale to może tylko moja fanaberia, myślę, że wiele osób uzna to
właśnie za plus, choć ja w smarowidłach do ciała przyzwyczaiłam się po prostu
do zakręcanych słoików.
Konsystencja nie jest ani rzadka, ani bardzo gęsta.
Rozsmarowuje się dość dobrze, ale z wchłanianiem jest już gorzej, zwłaszcza
jeśli nałożymy na daną partię ciała więcej balsamu. Skóra też nie jest jakoś wybitnie gładka ani
specjalnie nawilżona.
Ogólnie producent na swojej
stronie pisze tak:
Skóra sucha, wrażliwa,
szorstka i łuszcząca się wymaga długotrwałego nawilżenia i natłuszczenia. Olej
z pestek winogron, wiodący składnik balsamu brzozowego, przywróci uczucie
elastycznej, miękkiej, gładkiej i zdrowej skóry, a betulina zmniejszy uczucie swędzenia.
Balsam brzozowy z betuliną powstał na bazie naturalnego oleju z pestek winogron, bogatego w flawonoidy i antyutleniacze, które wspomagają regenerację, a przede wszystkim znacznie opóźniają efekty starzenia się skóry. Balsam nie zawiera kompozycji zapachowych - jest hypoalergiczny, nadaje się do każdego rodzaju skóry, szczególnie wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Główne substancje aktywne - betulina i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy, łagodzą wszelkie podrażnienia i pobudzają komórki do odnowy. Ekstrakt z aloesu przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza ją przed negatywnym wpływem środowiska.
Balsam brzozowy z betuliną powstał na bazie naturalnego oleju z pestek winogron, bogatego w flawonoidy i antyutleniacze, które wspomagają regenerację, a przede wszystkim znacznie opóźniają efekty starzenia się skóry. Balsam nie zawiera kompozycji zapachowych - jest hypoalergiczny, nadaje się do każdego rodzaju skóry, szczególnie wrażliwej i skłonnej do uczuleń. Główne substancje aktywne - betulina i kwas betulinowy, uzyskiwane z kory brzozy, łagodzą wszelkie podrażnienia i pobudzają komórki do odnowy. Ekstrakt z aloesu przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, natomiast dodatek witaminy E zabezpiecza ją przed negatywnym wpływem środowiska.
- optymalnie natłuszcza, odżywia i wygładza
- zapewnia długotrwałe uczucie nawilżenia
- odbudowuje i wzmacnia barierę hydrolipidową
- hamuje procesy starzenia się skóry przedłużając jej zdrowy, młody wygląd
- poprawia kondycję skóry, ujędrnia ją i uelastycznia
- likwiduje uczucie swędzenia i ściągnięcia
- łatwo się rozprowadza i wchłania nie pozostawiając tłustej powierzchni
Skład:
Woda, Olej z pestek
winogron, Triglicerydy
kwasu kaprylowego i kaprynowego, Sorbitan
Stearate & Sucrose Cocoate, Stearynian
glicerolu, Kwas
stearynowy, Alkohol
cetylostearylowy, Alkohol
benzylowy, Betulina,
Witamina E,
Ekstrakt z
aloesu, Guma
ksantanowa, Kwas
dehydrooctowy, Lupeol,
Kwas
oleanolowy, Kwas
betulinowy
Oczywiście jest hipoalergiczny i bezzapachowy.
Moim zdaniem balsam nadaje się do smarowania na noc, właśnie
przez to niewchłanianie do końca. Zostawia taką ochronną warstewkę, a nie wszyscy lubią to uczucie na skórze.
O ile w kwestii nawilżania, na które tak bardzo liczyłam,
oraz innych podanych wyżej się nie sprawdził, to udało mu się coś, o czym nawet nie pomyślałam, kiedy
zaczynałam go stosować.
Otóż jak już wspominałam w
tym poście, mam problem z wrastającymi włoskami po depilacji. Przez to
tworzą się nieraz stany zapalne i zostają nieestetyczne przebarwienia, a tu co?
Balsam brzozowy znacznie złagodził zaczerwienienia i krostki, a do tego w
trakcie, gdy go stosowałam, nie pojawiały się żadne nowe! Niestety, szybko się
skończył, a problem powrócił. Nie jest to jednak wystarczający powód żebym
chciała go mieć z powrotem.
Cena jest wysoka jak na taką pojemność (34,28zł), a
i bilans za i przeciw powoduje, że nie będę za nim tęsknić.
W każdym razie czar Sylveco nie pryska, wierzę
w nich dalej i będę próbować innych produktów :-)
Miałyście do czynienia z tym balsamem?
P.S. Kolejny post będzie filtrowy, może przywołam słońce:-)
Zainteresowane osoby zapraszam następnym razem, a tymczasem
do przeczytania,
Stref.
