Chyba już dość dawno w necie przeczytałam o pewnym specyfiku i oczywiście zdążyłam o nim zapomnieć, ale Alina pewnego dnia odświeżyła mi pamięć:-)
Pomyślałam, że dlaczego nie i odwiedziłam aptekę żeby kupić Biostyminę. Nazwa raczej mówi niewiele, ale w skrócie jest to zamknięty w ampułkach płyn do połykania wspomagający walkę z infekcjami górnych dróg oddechowych - no i oczywiście starym sposobem w tej materii go nie wypróbowałam, ale mam zamiar, gdy tylko jakieś choróbsko mnie złapie.
Tym płynem jest nic innego, jak wyciąg ze świeżych liści aloesu w rozcieńczeniu z wodą.
W opakowaniu znajdziemy 10 ampułek po 1ml płynu (niecałe 14zł za opakowanie). Dużo czy nie dużo, to już pozostawiam Waszej ocenie. W każdym razie kuracja miesięczna kosztuje około 40zł. Nie wiem, czy nie na to samo by wyszło, gdyby wzięło się normalnie sok z aloesu, zmieszało z hydrolatem czy po prostu z wodą i już. No ale niech ci PhytoPharmie będzie!
Póki co zużyłam 14 ampułek. Wcześniej nie stosowałam nic z aloesem na twarz i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona po tak krótkim czasie z efektów. Aloes ma wiele właściwości, tutaj jednak liczą się głównie te związane z przyspieszaniem gojenia i zwalczaniem bakterii.
Rzeczywiście, strupki odpadały wcześniej, wypryski goiły się szybciej i nie wyskakiwało nic nowego!
Obecnie od 2 tyg, nie stosuję tych ampułek - chciałam sprawdzić, czy efekt się utrzyma, ale niestety, wszystko wróciło do "normy" i kurację wznowię. Tym razem na dłużej.
Sama aplikacja może nie jest zbyt wygodna, ampułki ciężko się łamią, raz się skaleczyłam, ale to raczej przez nieuwagę. Poza tym płyn oczywiście przecieka przez palce, bo to tak, jakby próbować wmasować w twarz wodę.
Ma lekki żółtawy kolor, nie pachnie, nie podrażnia i wchłania się w momencie.
Najlepiej sprawdził się jako jakby serum na noc pod krem i pod maskę algową. Mimo że mam mieszaną, wciąż trądzikową cerę, to nie wyobrażam sobie żeby niczego nie nałożyć po tej ampułce. Twarz wyraźnie potrzebuje nawilżenia i jest lekko ściągnięta, a tego uczucia nie lubię.
Jeśli macie problemy ze skórą, głównie z pojawiającymi się niespodziankami, to myślę, że warto spróbować. Ja nie żałuję, chociaż pewnie przy najbliższych zakupach zamówię stężony sok z aloesu i wypróbuję w tej postaci.
Co myślicie o takim sposobie wspomagania walki z nieproszonymi gośćmi na twarzy?
I wszystkiego mikołajkowego! :-)
Do przeczytania,
Stref.