Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aloes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aloes. Pokaż wszystkie posty

06 grudnia 2012

W aloesie siła!

Nie wiem jak Wy, ale ja wciąż, może naiwnie, nie tracę determinacji w walce o ładną cerę (choć bywa ciężko, oj bywa!) i na pewno każda z Was, która ma problemy ze skórą, imała się już różnych rzeczy, byleby tylko pomogły...

Chyba już dość dawno w necie przeczytałam o pewnym specyfiku i  oczywiście zdążyłam o nim  zapomnieć, ale Alina pewnego dnia odświeżyła mi pamięć:-)

Pomyślałam, że dlaczego nie i odwiedziłam aptekę żeby kupić Biostyminę. Nazwa raczej mówi niewiele, ale w skrócie jest to zamknięty w ampułkach płyn do połykania wspomagający walkę z infekcjami górnych dróg oddechowych - no i oczywiście starym sposobem w tej materii go nie wypróbowałam, ale mam zamiar, gdy tylko jakieś choróbsko mnie złapie.




Tym płynem jest nic innego, jak wyciąg ze świeżych liści aloesu w rozcieńczeniu z wodą.



W opakowaniu znajdziemy 10 ampułek po 1ml płynu (niecałe 14zł za opakowanie). Dużo czy nie dużo, to już pozostawiam Waszej ocenie. W każdym razie kuracja miesięczna kosztuje około 40zł. Nie wiem, czy nie na to samo by wyszło, gdyby wzięło się normalnie sok z aloesu, zmieszało z hydrolatem czy po prostu z wodą i już. No ale niech ci PhytoPharmie będzie!

Póki co zużyłam 14 ampułek. Wcześniej nie stosowałam nic z aloesem na twarz i muszę powiedzieć, że jestem zadowolona po tak krótkim czasie z efektów. Aloes ma wiele właściwości, tutaj jednak liczą się głównie te związane z przyspieszaniem gojenia i zwalczaniem bakterii. 




Rzeczywiście, strupki odpadały wcześniej, wypryski goiły się szybciej i nie wyskakiwało nic nowego!

Obecnie od 2 tyg, nie stosuję tych ampułek - chciałam sprawdzić, czy efekt się utrzyma, ale niestety, wszystko wróciło do "normy" i kurację wznowię. Tym razem na dłużej.

Sama aplikacja może nie jest zbyt wygodna, ampułki ciężko się łamią, raz się skaleczyłam, ale to raczej przez nieuwagę. Poza tym płyn oczywiście przecieka przez palce, bo to tak, jakby próbować wmasować w twarz wodę.




Ma lekki żółtawy kolor, nie pachnie, nie podrażnia i wchłania się w momencie.
Najlepiej sprawdził się jako jakby serum na noc pod krem i pod maskę algową. Mimo że mam mieszaną, wciąż trądzikową cerę, to nie wyobrażam sobie żeby niczego nie nałożyć po tej ampułce. Twarz wyraźnie potrzebuje nawilżenia i jest lekko ściągnięta, a tego uczucia nie lubię.

Jeśli macie problemy ze skórą, głównie z pojawiającymi się niespodziankami, to myślę, że warto spróbować. Ja nie żałuję, chociaż pewnie przy najbliższych zakupach zamówię stężony sok z aloesu i wypróbuję w tej postaci.


Co myślicie o takim sposobie wspomagania walki z nieproszonymi gośćmi na twarzy?



I wszystkiego mikołajkowego! :-)



Do przeczytania,

Stref.

05 października 2012

Maska hit!



Dziś o masce, która zmieniła moje podejście do stosowania podobnych produktów do włosów. Przyznam szczerze, że nie przepadam za przesiadywaniem z czepkiem i ręcznikiem na głowie i czekaniem aż wreszcie minie te plus minus pół godziny, żebym wreszcie mogła nałożoną maskę zmyć. 
 Przeważnie nie zadowalają mnie efekty, w związku z czym nie widzę w tym procederze sensu i trudno nie nazwać mi tego stratą czasu.

W tym przypadku, a mowa o maseczce NaturVital, również nie mogę doczekać się jej zmycia, ale nie z powodu dyskomfortu, czy poczucia bezsensu, ale dlatego żeby znów móc zobaczyć moje włosy w dobrej kondycji. 

Gdzie:            drogerie Aster, Natura
Za ile:             21,99zł
Ilość:              300ml
Przydatność:  12m od otwarcia
Producent:     Instituto Naturvita (Hiszpania)




Kiedy kupowałam ją dwa miesiące temu, nie znałam, nie słyszałam nic o tej serii, ale od razu zwróciła moją uwagę w sklepie. I nawet cena, bo przyznam, że dość wysoka jak na taką pojemność, nie była w stanie mnie powstrzymać przed zgarnięciem jednego z produktów do koszyka.

Zdecydowałam się na maskę z aloesem i jałowcem. Wersja ta przeznaczona jest dla osób o wrażliwej skórze głowy.

Jak widać skład jest krótki, a aloes (sok) oraz ekstrakt z owoców jałowca, pochodzą z ekologicznych upraw.



O działaniu:

Unikalna formuła maseczki świetnie łączy w sobie dbałość o wrażliwą skórę głowy oraz działanie ekstraktów z aloesu i jałowca, zapewniając włosom intensywne nawilżenie i miękkość. Odpowiednia w szczególności dla suchych, zniszczonych i pozbawionych życia włosów. Nie zawiera sztucznych barwników, silikonów, parabenów, konserwantów ani olejów mineralnych.
W efekcie już w ciągu 3 minut regeneruje i nawilża, włosy są odżywione i pełne blasku. (źródło)

Jakie właściwości mają zawarte w maseczce składniki aktywne?

Sok z aloesu:
-chroni przed szkodliwym działaniem słońca,
-koi podrażnioną skórę,
-zawiera aminokwasy, fosfolipidy, wit. B, skwalen, czy pierwiastki śladowe eliminujące wolne rodniki,
-ma działanie nawilżające oraz wygładzające.

Jałowiec:

-zawiera garbniki, flawonoidy, cukry, kwasy organiczne, olejki lotne, związki żywicowe,
-ma właściwości odkażające, sprzyjające leczeniu skóry głowy.

Nie jestem fanką nakładania czegokolwiek oprócz szamponu na skórę głowy, bo albo podrażnia, albo potęguje przetłuszczanie, albo oba jednocześnie. 

Poleca się stosowanie zarówno na długość włosów jaki i na skalp. Spróbowałam i rzeczywiście nie podrażnia, nie powoduje łupieżu, ale niestety moje włosy nadają się do umycia już następnego dnia po nałożeniu, co jest w sumie regułą, a nie winą maski.




Jeśli o mnie chodzi, to widzę same plusy:


Nie podrażnia skóry,
Pięknie wygładza, nie obciąża,
Jest wydajna,
Nie spływa z włosów,
Ma poręczne opakowanie – podnoszone wieczko,
Nie pachnie sztucznie, ale jakby ziołowo (zapach się nie utrzymuje),
Nawilża, odżywia, pozostawia miękkie i błyszczące włosy,

Włosy są mięsiste - w zasadzie nigdy nie rozumiałam do końca tego określenia w kontekście włosów, ale tak je sobie wyobrażam:-)


Najlepiej sprawdza się u mnie trzymana od 3 do 15 minut. Próbowałam i dłużej, ale efekty były takie same więc nie widziałam w tym sensu.

Później postaram się dodać zdjęcie włosów po użyciu, o ile mój aparat znowu się nie zbuntuje…

W kolejce do przetestowania z NaturVital mam jeszcze odżywkę szałwiową, która ma nawilżać i nabłyszczać. Jeśli sprawdzi się równie dobrze, to będę próbować kolejne produkty tej marki, zwłaszcza, że mają też kuracje pogłębiające kolor – chętnie bym spróbowała, ale też trwałe farby do włosów – dla wrażliwych skalpów. 

W ogóle warto przejrzeć ich asortyment TUTAJ. Szkoda, że nie wszystko jest u nas dostępne… A może to i lepiej? 

Zwłaszcza dla portfela :)



Do przeczytania,
Stref.